lunedì 22 giugno 2015

Essere europei? (Hando Runnel)


Essere europei?
[“Saada eurooplaseks?”]
di
Hando Runnel (n. 1938)
(1997)
[trad. dall’estone di R.M.]

Saada eurooplaseks - ihkasid eestlased ammu.
Kuidas küll püüdsid nad selle jääks lihvida sammu,
ikka ei tulnud see samm nendel välja, ei nüüd ega ammu,
ehkki neil südikust jätkub, ja nutti, ja kehalist rammu, -
ikka ei saa ega saa nemad selgeks eurooplase sammu.

Samm on vist õige, kuid miski ei laabu vist taktis.
Jalad on kammitsas tuhandes väikeses faktis,
millest Euroopa saab üle kui lennul, just tantsivas taktis, -
ei olda kinni seal päriselt üheski punktis ei paktis.
Eestlane olla eurooplane tahtis just toonis ja taktis.

Kust saada seda, mis puudub Euroopaski endas.
Vabadus, võrdsus, ja vendlus - just seal vastu taevast kõik lendas.
Kas söandad kuulata häält, mis kui loodus veel kõneleb endas:
karda ja valva ka kurja, mis pesitseb hääduses endas,
mis kaugeist ilmust kui vaablaste vägi su juustesse lendas?
Essere europei, questo volevano gli estoni.
E si sfiancavano per tenere il passo,

Eppur oggi come allora, ogni passo è stato vano,
e seppur non privi di ingegno e forza e coraggio
il passo europeo giammai lo terranno.


Il passo andrebbe pur bene, se il vizio non fosse la cadenza.
Il piede traballa tra mille e una inezia,
che l’Europa svolazzando scavalca, con un passo di danza,
perché niente la blocca, nessun comma e contratto,
mentre l’estone voleva una Europa come cadenza e tatto.

Dove trovare quel che l’Europa non vuol dare?
Liberté Égalité Fraternité, dissolte in cielo come fumo.
Non hai un cuore per quella voce, che è la voce della tua stessa natura:
“temi e fuggi il male che si insidia dentro il bene,
che ti assale da lontano come uno stormo di vespe tra i capelli”?

domenica 21 giugno 2015

Sõjavägi kohustab (JMKE)


JMKE
"Sõjavägi kohustab"
(1989)

On karastunud lahinguis me kuulsusrikkad väed
me kuulsusrikas sõdur hoiab automaati käes
Ta lumivalged hambad kaunistavad naeratust
kui pahale afgaanile saab pihta kaevikust
Ta täidab kohustust
Ja sinine on taevas ja silme eest on must

Sõjavägi kohustab
rahvavõimu toetama
Päikses särab kaunis maa
Afganistan

Sõjavägi kohustab meid kaitsma kodumaad
ja kuigi keegi kallale ei taha kippuda
ka internatsionaalne kohus tahab tegemist
On parim kaitse rünnak, nii ütles keegi vist
Pane valmis mõõk ja rist
ja ootavad sind ordenid või ootab tinakirst
C’è una battaglia che ci tempra e glorifica
che glorifica noi soldati con una mitraglia in mano
Affronta con un sorriso bianco come la neve
gli afgani cattivi che assalteranno le trincee
Bisogna adempiere gli ordini
perché il cielo è blu e gli occhi sono neri

L’esercito chiama
Sostenuto dal popolo [*]
Verso una terra piena di sole
Afghanistan

L’esercito ci chiama per difendere la patria
e anche se nessuno vuole mettersi a combattere [**]
il dovere internazionalista impone di avanzare
L’attacco è la miglior difesa, credo che qualcuno lo abbia detto
State all’erta con la spada e con la croce
in attesa degli ordini o di una bara di piombo

[*] Rahva võim è letteralmente “potere del popolo” e vale anche come sinonimo di democrazia.
[**] Annotazione di un’amica estone: “kallale kippuda” non vuol dire semplicemente “attaccare”, ma significa attaccare qualcuno da vicino, combattere anche a mani nude.

sabato 20 giugno 2015

Jūreivio Daina

Andrius Mamontovas
Jūreivio Daina
(2000)


Aš toks vienišas, jaunas jūreivis
Mindau svetimo uosto gatves
Ieškau knaipės, kur gaučiau išgerti
Nes niekad nieks nemylėjo manęs


Aš rūkau tik tai stiprią taboką
Nesvarbu man prie ko tai prives
Mano laimė man sukelia juoką
Nes niekad nieks nemylėjo manęs

Štai tos durys kur įpila vyno
Kur dainuoja ir daužo taures
Aš taip pat su visais jas daužysiu
Nes niekad nieks nemylėjo manęs

Įeinu tas duris atidaręs
Ir nužvelgęs visas merginas
Atsisėdu į kampą prie stalo
Nes niekad nieks nemylėjo manęs

Kai viena tu merginų prieina
Pajuntu jos aistringas rankas
Dar įsipilu vyno į taurę
Nes niekad nieks nemylėjo manęs



Ji paklausia „ko ieškai čia broli?
Negi tau taip ne gaila savęs?“
Atsakau jai kad nieko nenoriu
Nes niekad nieks nemylėjo manęs

Ji pasiūlo išeit pasivaikščiot
Aš žinau, kur mane ji nuves
Sutinku, nors gal to ir nereikia
Nes niekad nieks nemylėjo manęs

Tai jau buvo gal tūkstantį kartų
Ji man taria „aš noriu tavęs“
Aš jai pinigus duodu iš anksto
Nes niekad nieks nemylėjo manęs

Atsibudęs pro viešbučio langą
Pamatau savo laivo bures
Išeinu neištaręs nei žodžio
Nes niekad nieks nemylėjo manęs

Aš toks vienišas jaunas jūreivis
Mindau svetimo uosto gatves
nežinau ar kada čia sugrįšiu
Nes niekad nieks nemylėjo manęs
Sono un marinaio giovane e solitario
che vaga per le strade d'un porto straniero
cercando un posto dove poter bere
perché nessuno mi ha mai amato

Fumo soltanto questo forte tabacco
e non mi importa di quel che mi accadrà
La mia felicità mi fa sorridere
perché nessuno mi ha mai amato

Ecco le porte dietro le quali il vino scorre
dove si canta e si brinda
entrerò anch’io ad alzare il calice
perché nessuno mi ha mai amato

Apro la porta, entro
e guardo tutte le donne
mentre mi siedo a un tavolo in disparte
perché nessuno mi ha mai amato

Quando una di quelle donne mi raggiunge
posso sentire le sue mani piene di passione
e mi verso ancora vino nel bicchiere
perché nessuno mi ha mai amato

Lei mi chiede “Cosa cerchi, amico?
Non provi pena per te stesso?”
Le rispondo che non cerco nulla
perché nessuno mi ha mai amato

Vorrebbe uscire a passeggiare
e io so dove vorrebbe portarmi:
d’accordo, anche se non m’interessa
perché nessuno mi ha mai amato

È già successo centinaia di volte
che lei mi dica “Ti voglio”,
e io la pago in anticipo
perché nessuno mi ha mai amato

Mi sveglio e dalla finestra della locanda
scorgo le vele della mia nave
me ne vado senza dire una parola
perché nessuno mi ha mai amato

Sono un marinaio giovane e solitario
che vaga per le strade di un porto straniero
e non so se tornerò mai da queste parti
perché nessuno mi ha mai amato

giovedì 18 giugno 2015

Syn marnotrawny

Nie lubię bardzo bajkę Konik polny i mrówka, wolę przypowieść o synu marnotrawnym.
„…i mrówka zamknęła drzwi przed konikiem polnym”: kur*a! Ta bajka jest nieodpowiednie dla dzieci, bo nawet jest nie realistyczna, koniki polne nie żyją tak długo. Doszło do mnie, że w szkole obok mojego domu, dzieci zażądał nauczyciela zmienić zakończenie bajki, bo ten jest zbyt brutalne (całkowicie zgadzam się z tym).

Polacy zawsze traktują mnie jak syna marnotrawnego, nawet nie jem strąki, jem słowa. Przez ostatnie trzy miesiące codziennie uczyłem się polskiego (bo już znam wszystkie języki świata), ale w końcu jestem tylko zwykłym złodziejem (złodziejem słów!). Mam nadzieję, że ani jeden Polak nie mówi: „Cudzoziemiec musi oddać skradzione słowa”; zamiast wolałbym usłyszeć: „Cudzoziemiec nie musi oddawać skradzionych słów”. Użyję odpowiednich przypadków, czyż nie? Przynajmniej to ćwiczenie pomaga nauczyć się gramatyki…

O moim artykule poświęconym Giacomo Leopardiemu przyjaciółka powiedział mi, „Ogólnie jest to doskonały tekst i 90% Polaków nie napisałaby tak dobrze” (poczułem przypływ adrenaliny…).
Ale muszę przestać teraz, bo muszę się uczyć więcej. Jestem spełniony i zaspokojony, ale jest niedobrze, muszę zaczynać od zera. Nie wiem, czy jestem mrówką lub konikiem polnym, ale pewnego dnia zaśpiewam dla was jeszcze raz.

martedì 16 giugno 2015

Giacomo Leopardi, najbardziej pechowy człowiek wszech czasów


Nie wiem, dlaczego Giacomo Leopardi dzisiaj jest niemal całkowicie nieznany w Polsce, ale w XIX wieku miał wielki wpływ na polską kulturę. Zalecana lektura na ten temat: Andrea Ceccherelli, Leopardi w Młodej Polsce („Rocznik Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza” XXXII, 1997, str. 133-152).

Wiem, że pesymizm jako nurt literacki nie jest obecnie obowiązującym w polskiej kulturze, ale Leopardi jest czymś znacznie więcej niż tylko „poetą romatycznym i prekursorem pesymizmu jako spójnego i całościowego systemu filozoficznego”.

Jak to napisał Tadeusz Miciński, „Pesymizm Leopardiegoto nie udrapowana, trochę teatralna melancholia bohaterów Byrona [...] U Leopardiego wypływa on z głębi duszy zbolałej i nieszczęśliwej naprawdę”.

Dla wielkiego pisarza Stefana Żeromskiego, „nazwisko Leopardi zawsze było jakby słowem magicznym, ewokującym smutny, lecz potężny obraz nieludzkich cierpień i tragicznej rozpaczy” (por. A. Ceccherelli, dz. cyt.).

Według filozofa Brzozowskiego, nihilizm Leopardiego jest odważnym aktem oskarżenia kojących iluzji i fałszywych mitów; w całej historii, Polacy musieli walczyć przeciwko obcym mocarstwom, które chciały narzucenia tych fałszywych mitów („wspaniałe i postępowe przeznaczenie ludzkości”, jak je ironicznie nazywał Leopardi).

W dzisiejszych czasach nie ma wielu tłumaczeń utworów Leopardiego w języku polskim. Niedawno (1991!), Joanna Ugniewska-Dobrzańska, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, napisała pierwszą w Polsce monografię Giacomo Leopardiego (rozdział książki poświęcony „O Leopardim w Polsce”).

A co z resztą? „Reszta jest milczeniem”…

lunedì 15 giugno 2015

Polacy, wokół wieży Babel po której czy byliście stronie?


Jak wiadomo, ludzkość żyje pod piętnem podziału wieży Babel; w każdym razie, Bóg może dać dar mówienia językami (glosolalia, to także jest sprawą wiadomą). Pytanie brzmi: kiedy apostołowie mówią językami, oni myślą w języku ojczystym lub w języku obcym? To nie jest prowokacja, ale podstawowy problem: na przykład Kardynał Mezzofanti, największy poliglota wszech czasów, czasami został opisany jako papuga, małpę i jako „mówiącą maszynę”. Używam podobnej metody: ja papuguję, działam jak papugę, udając, że mam ludzki mózg.

Polacy, wokół wieży Babel po której czy byliście stronie? Bo ja nie mogę zrozumieć. Uważam się za hiperpoliglotę, biegle władam 6 językami (mam wysoką samoocenę), ale z językiem polskim… nie warto o tym mówić. Mogę powiedzieć, „Prace w toku”, bez dodatkowych wyjaśnień (nie dlatego że nie jestem gawędziarzem, ale to jest zbyt trudne do wyjaśnienia). Trzeba się liczyć z przypadkami i „aspektem”, mogę tylko zaufać losowi – albo przynajmniej używać podstępu, na przykład poprosić o pomoc przyjaciółkę: „Młoda dziewczyno, liczę na twoją pomoc… co mówisz? Twoja matka nauczyła Cię by nigdy nie rozmawiać z nieznajomymi? Och, proszę! Wy kobiety zawsze coś sobie wymyślicie…”. I tak dalej. Koniec dyskusji („Pewne typy lepiej prowadzić przed niż za sobą”).
Nie, żartuję. Zazwyczaj umiem wspolzyc z ludzmi i próbuję wszystkich środków (tylko dla ćwiczenie w mówieniu). Zastanawiałem się nad relacjami między nauką i rozmową, nad niektórymi aspektami nauki, i mój wniosek jest taki, że trzeba porozmawiać, porozmawiać, porozmawiać (i pisać, pisać, pisać). Tylko w tym przypadku błędy mogą odegrać pozytywną rolę.

Gdy ktoś pisze w tak trudnym języku, nie może za dużo myśleć. W pewnym sensie, to jest jak monolog w formie „strumienia świadomości”. Na przykład, zadam sobie pytanie („Kiedy wracasz do Polski?”), i  odpowiadam sobie („Nie wiem, teraz nie mam pieniędzy”): kiedy mówię lub piszę po polsku, nie mam czasu myśleć o deklinacji, przypadkach, aspekcie...
Oczywiście muszę „liczyć się ze słowami” (w sensie szerszym), ale dotyczy to tylko zmniejszyć myśl do istoty. W tym sensie, pisania w języku polskim jest też aktem samopoznania, bo w ciągu pisania odkrywam moje własne myśli. Ale w praktyce, trzeba rozmawiać jako mówiącą maszynę – przynajmniej na początku: jeśli o mnie chodzi, zdania złożone piszę dopiero w przyszłym roku. Prawdopodobnie na celu naukę języka polskiego, będę musiał nauczyć się na pamięć co najmniej 10000 przykładowych zdań – ja mogę zrobić z dobrą mnemotechniką, ale teraz strumień jest skończony...

[Przepraszam, ale ten tekst został napisany przez cudzoziemc: w każdym razie, powrót do domu (domu języka ojczystego) będzie męczący.]

venerdì 12 giugno 2015

Dom Chleba i Wody

(zdjęcie: Zomato)
Pewnego pięknego dnia pojadę do Warszawy (również dlatego, że teraz nie znam innych językow oprócz polskiego – ja zrobiłem sobie pranie mózgu). W każdym razie, byłem w Warszawie i myślę, że jest w pełni europejskim miastem. Kocham Warszawę: przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem (mniej więcej…). Tam zobaczyłem też bar tybetański: to był rodzaj synchroniczności, bo w tym momencie myślałem, że czy Polska jest Wschodniej lub Zachodniej krajem. I było to swego rodzaju odpowiedzią. Jak wielki włoski slawista Riccardo Picchio mawiał: „Kto zna język słowiański nie powinien umrzeć z głodu i pragnienia na całym rozległym terytorium ziemi słowiańskiej” (trzeba po prostu prosić o chleb i wodzie). I teraz można zadać także w języku tybetańskim.

Powiem dwa słowa o „orientalizm”: aby zrozumieć co jest „orientalizm”, moim zdaniem to jest świetnym przykładem: arabskie słowo maktūb („napisany”) w języku tureckim znaczy po prostu „list” (mektup), natomiast w języku francuskim (mektoub) znaczy  Le destin de l’homme fixé par Dieu, chez les musulmans [„Dla muzułmanów, losy człowiek powołany przez Boga”]. To jest problem: bierzemy ze Wschodu tylko drugorzędne znaczenie, zapominając, że nawet ci ludzie mają zwyczajne życie…

mercoledì 10 giugno 2015

To jest artykuł o języku polskim

Włochy mają długą tradycję poliglotów: niektórzy z nich próbowali nauczyć się polskiego („próbować” w sensie „cimentarsi” po włosku, bo trzeba być odważnym). Na przykład między innymi pamiętam: Sebastiano Ciampi (1769–1847, korespondował z Fryderykiem Chopinem), Paolo Emilio Pavolini (1864–1942, indianista), Nice Contieri (1912–1965, wpływem twórczości Petrarki na utwory polskich poetów), Riccardo Picchio (1923–2011, slawista, lektor języka włoskiego na Uniwersytecie Warszawskim), Bruno Meriggi (1927–1970).
Ostatnio, szczerze podziwiam Emanuele Marini (nawet nie jest akademikiem).

I oto jestem! Myślę, że mogę mówić po polsku, tak...

To jest artykuł o języku polskim (i w języku polskim!). Myślę, aby napisać poprawne zdanie po polsku trzeba stopnia w inżynierii jądrowej.
A na co uczę się polskiego? Na konkurs? Nie, tylko dla siebie. Jak mówią, „Sztuka jest celem sama w sobie”. Muszę mieć dużo cierpliwości (ale cierpliwość jest owocem Ducha Świętego!).
Problem polega na tym, że jestem zwykłym facetem (jak wiadomo) i zarazem głupi (to także jest sprawą wiadomą) – ale nie bedziemy o tym gadać.
Pozwolę sobie przypomnieć, jest tak diabelnie trudny jest język polski. Ja kocham to, ale nie warto czegoś kochać, jeśli ta rzecz nie jest… o czym do cholery mówię?!
Cóż, muszę robić dobrą minę do złej gry (mówię sloganami…). Wcześniej czy później będę mógł mówić po polsku (jeśli Duch Święty chce). Teraz pić najlepiej małymi łykami…

Cóż, zobaczmy, na przykład...
W mojej książce do gramatyki, to zabawne: martwy indyk jest zawsze żywotnym...
Fajne!

A to kolejny przykład, skumać. Znalazłem to wyrażenie w wielu piosenkach, ale jak zwykle przyjaciółka tłumaczy mi wszystko:
I understood: Ja skumałem/skumałam
You understood: Ty skumałeś/skumałaś
She understood: Ona skumała,
He understood: On skumał
They understood: Oni skumali
Można to podciągnąć pod slang. Lubię uczyć się tego rodzaju wyrażeń, chciałbym mówić według najnowszej mody. Skorzystam z okazji, by podziękować poprzedniemu ministrowi Sikorskiemu, za nauczenie mnie wielu przekleństw.

Ostatni przykład: Kochać. Zawsze powtarzam „Kocham ten film”, „Kocham tę piosenkę”, ale moja przyjaciółka mówi: „Kochać to takie mocne słowo”. Wiem, że powinienem powiedzieć lubię, podoba mi się
Problem polega na tym, że muszę oszczędzać słowa. „Kochać” jest mocnym słowem, zgadzam się, ale jest tak prosty w obsłudze. Na przykład, w sklepach w Warszawie widziałem winyle: to bardzo interesujące, we Włoszech są niedostępne (tylko używany). Nie mogę po prostu powiedzieć „Lubię to”, bo muszę powiedzieć „Kocham to”. Ja Kocham Warszawę, jak ten neon

martedì 9 giugno 2015

Dom Adama (La casa di Adamo)

«Wejście było usytuowane na ścianie w kierunku północno-zachodnim i prowadziło do jedynego pomieszczenia w kształcie „L”. Pomieszczenie to składało się z dwóch izb: jedna mniejsza na wprost wejścia, z oknem pośrodku, przeciwległej do drzwi ściany, druga po lewej stronie wejścia, dłuższa z oknem. Obydwa okna wychodziły na południowy-wschód.
Pierwsze okno o wymiarach około 60 na 80 cm, z poprzecznymi drążkami, było w odległości jednego metra od prawego kąta. W kącie tym stały pionowo, okorowane trzonki narzędzi. Nie widząc ich dolnego zakończenia nie mogę odgadnąć, jakie jest ich przeznaczenie. Są różnej długości, od jednego do półtora metra.
W przeciwległym kącie, na prawo od wejścia są inne prymitywne narzędzia z drewna. Na środku tej ściany stoi mały mebel, o który oparty jest oskard.
Po lewej stronie frontowego okna, na klepisku, tuż pod okopconą ścianą widzę czaszkę jakiegoś przeżuwacza, bardzo małą w porównaniu z żuchwą, jeszcze uzębioną, która jest wąska i długa. Jest biała, z kilkoma znakami czarnymi i oczodołami zatkniętymi czymś czarnym. Rozumiem, że jest to szczęka kangura, która służy jako prymitywna warząchew.
Dalej stoją w szeregu naczynia, podobne do kubłów. Z zewnątrz wszystkie są poczerniałe od dymu, tylko jedno jest czarne i błyszczące w środku, wydaje się, że jest z gliny. Wyglądają na garnki. Ponad nimi widzę powieszone na ścianie trzy czy cztery torby skórzane, pokryte sierścią, nadymane, oraz inne dziwne przedmioty. Przed tymi przedmiotami widzę na ziemi dwa szare mebelki, podobne do tego, o który oparty jest oskard, lecz mniejsze. Leżą na nich czarne, gładkie kamienie, z jednej strony ostro zakończone a z drugiej mające nacięcia. Są w kształcie migdała, skrobaczki i noże. Dwa białe odłamki wydają się być krzemieniami. Wszystko to znajdowało się w połowie izby po prawej stronie, tej z wejściem i przeciwległym pierwszym oknem.
Obracam się w lewo, aby zobaczyć pozostałą część pomieszczenia.
Od strony ściany z torbami była wnęka głęboka na dwa metry. Ściana boczna była murowana na wysokość półtora metra i powyżej była zrobiona z pionowych desek, lub płyt surowych i pokrzywionych, które najprawdopodobniej pochodziły z rozdartych pionowo, przy pomocy drewnianych klinów, pni.
Były ustawione pionowo jedna za drugą i przywiązane owłosionymi rzemieniami do dwóch poziomych drągów u góry. Od dołu płyty były przymocowane do muru.
Dwa małe regały, zawieszone na tej ścianie, mieściły różnej wielkości naczynia. Niektóre wydawało się, że były ze ściętej dyni. Regały dochodziły do drugiej ściany, wschodniej.
Na tej ścianie było okno o tych samych wymiarach, co poprzednie, ale to połyskiwało wieloma kolorami, co rzucało się w oczy i czego nie zauważyłem w poprzednim oknie. Parapet, futryna i architraw były wysadzone drogocennymi kamieniami: białymi, czerwonymi, zielonymi i żółtymi. Niektóre były wielkości kurzego jaja, inne mniejsze. Odbijały promienie świetlne, które o tej porze padały na wielki stół, który znajdował się pośrodku izby, po lewej stronie. Na stole widziałem, po mojej stronie, skórę zwierzęcia, która pokrywała jakieś duże przedmioty. Po drugiej stronie stołu tuż przed oknem widziałem inne przedmioty, połyskujące wieloma kolorami, o kształcie podobnym do kawałków szkła po stłuczonych butelkach, przymocowanych do podstawy i bardzo ostrych na szczycie.
Myśli moje poniosły mnie do prowizorycznych mieszkań pionierów, poszukiwaczy złota i diamentów w Ameryce».
[«L’ingresso era situato sulla parete rivolta a Nord-Ovest e comunicava ad un solo ambiente con pianta a forma di ‘L’. La stanza era composta da due volumi, uno più piccolo di fronte all’entrata, con una finestra centrale sulla parete opposta alla porta, l’altro, a sinistra dell’ingresso, più profondo, con una seconda finestra. Entrambe le finestre guardavano verso Sud-Est.
La prima finestra, di circa 60 per 80 cm e munita di sbarre trasversali, dista un metro dall’angolo di destra. Addossati a quest’angolo vi sono, in piedi, dei manici di attrezzi privi di corteccia, ma non vedo la loro estremità inferiore per cui non riesco a capire il loro uso. Sono di varie altezze, fra un metro e un metro e mezzo.
All’angolo opposto, a destra dell’entrata, altri attrezzi di lavoro, grezzi, di legno. Al centro di questa parete il mobiletto su cui è poggiata la piccozza.
A sinistra della finestra frontale, sul pavimento di terra battuta, ai piedi d’una parete affumicata, vedo un cranio di ruminante molto piccolo in confronto della mandibola, ancora munita di denti, che è stretta e lunga. È bianco, con qualche segno nero e i fori delle occhiaie tappati di nero. Capisco che è la mascella superiore di un canguro che ha la funzione di un rudimentale mestolo.
Altri recipienti, simili a secchi, sono allineati di seguito. Esternamente tutti anneriti dal fumo, uno solo è nero-lucido all’interno e sembra di terracotta. Sembrano pentole.
Sopra di questi, vedo appese alla parete tre o quattro borse pelose e gonfie e degli oggetti informi. Davanti a tali oggetti, vedo sul pavimento due mobiletti grigi, simili a quello che regge la piccozza, ma più piccoli, con sopra delle pietre nere e lucide, lavorate con taglio e punta. Sono delle amigdale, dei raschiatoi e dei coltelli. Osservando quegli oggetti appuntiti, mi accorsi che non erano messi lì a caso, ma erano disposti in un certo ordine, pronti a qualche scopo che non comprendo. Due scaglie bianche sembrano pietre focaie.
Tutto questo si trovava nella metà della stanza di destra dominata dalla porta e dalla prima finestra contrapposta.
Mi giro a sinistra per vedere l’altra metà dell’ambiente.
La parete che portava le borse continuava, girato l’angolo concavo, con una parete attigua per altri due metri in profondità ed aveva un basamento in muratura alto circa un metro e mezzo, mentre la parte superiore era fatta di assi verticali, o tavole grezze un po’ contorte, che avevano tutta l’aria di essere state tratte da tronchi mediante la spaccatura da un capo all’altro con cunei di legno.
Erano allineate e legate con corregge pelose a due stanghe orizzontali in alto. In basso le tavole erano fissate al muro.
Due piccoli scaffali appesi a quella parete, portavano dei vasi di varia grandezza; qualcuno sembrava una zucca decapitata. Gli scaffali arrivavano all’angolo dell’altra parete, a Est.
Al centro di quest’ultima, una finestra delle stesse dimensioni della prima, ma, cosa che non avevo osservato in quella e che qui saltava agli occhi, c’era un luccichio di vari colori.
Il davanzale, gli stipiti e l’architrave portavano infisse pietre preziose, bianche, rosse, verdi e gialle. Alcune grosse quanto un uovo di gallina, altre più piccole. Riflettevano i raggi del sole che, a quell’ora, si dirigevano su un grande tavolo che si trovava al centro della mezza stanza di sinistra.
Sopra il tavolo vedevo, dalla mia parte, una pelle d’animale che copriva altri voluminosi oggetti colorati. All’estremità opposta del tavolo, proprio davanti alla finestra, vedevo altri oggetti brillanti di vari colori e dalla forma simile a cocci di bottiglia, fissati alla base e molto aguzzi alla sommità.
Il mio pensiero correva alle abitazioni provvisorie dei pionieri, cercatori d’oro e di diamanti nell’America»]
(don Guido Bortoluzzi, Genesi Biblica [“Geneza Biblijna”], Grafica5 Edizioni, Belluno, 2007, pp. 201-204; tł. z języka włoskiego: Jolanta Sobczak [p. 98])

domenica 7 giugno 2015

La donna polacca



Mikromusic
“Takiego Chlopaka”

(2013)

Panie losie daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie
[Signore dammi qualcuno che non agiti le acque del mio stagno]

Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen
[Qualcuno che non sparisca come un brutto sogno]

gdy ryb w mym stawie zabraknie
[quando non ci saranno più pesci nel mio stagno]


Gdzie znajdę takiego
[Dove posso trovarne uno]

pięknie dobrego?
[così bello?]
(2x)


Daj chłopaka,
[Dammi un fidanzato]

nie wariata,
[che non sia pazzo]

daj nie palacza,
[che non fumi]

nie biedaka,
[che non sia povero]

daj nie pijaka,
[che non sia un ubriacone]

nie Polaka,
[che non sia polacco]

daj nie brzydala
[che non sia brutto]


Prześlij mi chłopaka
[Mandami un fidanzato]

Nie wariata,
[che non sia pazzo]

daj nie cwaniaka,
[che non sia sfacciato]

nie pajaca,
[che non sia stupido]

daj nie pijaka,
[che non sia un ubriacone]


nie Polaka,
[che non sia un polacco]

daj nie biedaka.
[non darmene uno povero]

Prześlij mi
[mandamene uno]


Panie losie daj mi kogoś, kto nie zerwie róż w mym ogrodzie
[Signore dammene uno che non colga tutte le rose dal mio giardino]

Kogoś, kto nie zeżre jabłek wszystkich
[e che non mangi tutte le mele]

i ucieknie za morze
[per poi fuggire per i mari]


Gdzie znajdę takiego
[Dove posso trovarne uno]

pięknie dobrego?
[così bello?]
(2x)


Daj chłopaka,
[Dammi un fidanzato]

nie wariata,
[che non sia pazzo]

daj nie palacza,
[che non fumi]

nie biedaka,
[che non sia povero]

daj nie pijaka,
[che non sia un ubriacone]

nie Polaka,
[che non sia polacco]

daj nie brzydala,
[che non sia brutto]


Prześlij mi chłopaka
[Mandami un fidanzato]

Nie wariata,
[che non sia pazzo]

daj nie cwaniaka,
[che non sia sfacciato]

nie pajaca,
[che non sia stupido]

daj nie pijaka,
[che non sia un ubriacone]

nie Polaka,
[che non sia un polacco]

daj nie biedaka
[non darmene uno povero]


Prześlij mi chłopaka
[Mandami un fidanzato]

Daj Polaka,
[Dammi un polacco]

tak, chcę wariata,
[sì, ne voglio uno pazzo]

chce pijaka,
[voglio un ubriacone]

tak, daj siłacza,
[sì, dammelo forzuto]

daj brzydala,
[dammelo brutto]

tak, daj Polaka
[sì, dammi un polacco]


Prześlij mi chłopaka,
[Mandami un fidanzato]

takiego chłopaka
[un fidanzato come questo]

Takiego...
[come questo...]

venerdì 5 giugno 2015

Wiersze miłosne

Dovrei fare una lunga premessa sull’inutilità di dedicare versi alle donne (infatti non lo faccio più da tempo). Sfortunatamente la triste pratica della poesia angelicante me la porto dietro da sempre, pur sapendo che a salvaguardia della propria arte sarebbe necessario fare a meno delle femmine: essa prospera nell’hortus conclusus, e oggi è anche assediata dalla competizione per la riproducibilità avanzata – la poesia d’amore, non avendo mai posseduto un’aura, diventa inutile anche a scopo archivistico.
A meno che… (vedi sotto).

[La dedica diventa poi un rischio troppo grande da assumersi: sbarra il passo a qualsiasi illuminazione, anche a quella derivante dall’esperienza universale del fallimento. Del resto le delusioni amorose non sono meno banali delle infatuazioni. Molti poeti hanno contribuito a risolvere l’equivoco, ma ai tempi del Leopardi esso aveva ancora qualche ragione di esistere. Poi c’è stata una sorta di ricapitolazione –il crepuscolo, appunto– e uno come Gozzano ha avuto il merito di far partecipare il sensus communis del “segreto”]. 

A meno che, per riprendere il discorso, essa non torni a essere soprattutto un esercizio di raffinamento del gusto e della sensibilità: non mi riferisco tanto alla mania odierna della “scrittura creativa”, ma a qualcosa di più elementare e pratico. In sostanza mi concedo ancora di scrivere poesie d’amore, basta che siano in altre lingue. Così risolvo ogni aporie, specialmente quella dipendente dal fatto che gli ultimi poeti italiani sono tutti morti negli anni ’00 del XXI secolo. Ora mi sto dirigendo principalmente verso la slavofonia, un territorio ancora inesplorato per i romantici di tutte le gradazioni (anche quelli da bacio perugina – intendo prima dell’umiliante deriva).

Mi ha suggestionato un parere di Nikolaj Berdjaev sull’assenza di romanticismo nell’anima russa (più da un punto di vista storico-culturale che etnico); i polacchi però essendo cattolici non sono del tutto insensibili alla poesia amorosa, perciò ho preferito iniziare a ovest della slavofonia, usando come basi l’immortale Mickiewicz, le opere teatrali di Wojtyła, le Sacre Scritture e le ultime novità in fatto di punk e rap.
Non ricordo più a quante ragazze le ho inviate in fotocopia; a me che cazzo me ne frega a me, tanto è tutto esibizionismo. Mi ha fatto piacere comunque di non esser stato trattato come un pederasta in spe – però riconosco il peso dell’entusiasmo degli esordi, quando si sta fondando una nuova cultura. D’altronde era inevitabile ricevere solo complimenti: allo straniero che onora la sacralità dell’idioma nazionale si concede tutto.

Mi ha fatto particolarmente piacere il parere positivo di una ragazza che ho conosciuto in carne e ossa (ci tengo a precisarlo). Dopo un’impressione iniziale che francamente non ho capito («Trochę stylistycznie wygładzimy» può voler dire anche “stilisticamente fiacco”), alla fine è arrivata l’approvazione: «To bardzo piękny i dojrzały wiersz. Mnóstwo w nim bólu, romantyczności, trochę przypomina mi Adama Mickiewicza - jego styl pisania (da się też odczuć nutę niepokoju). Jestem pod wrażeniem, że napisałęś wiersz i to po polsku».

Non c’è bisogno di tradurre, l’importante è il paragone con Mickiewicz, che era proprio ciò a cui anelavo. In ogni caso vorrei pubblicare senza traduzione proprio questa poesia, sicuramente la migliore che ho scritto finora (anche se un’altra lettrice ha accennato a errori grammaticali che la renderebbero più perfetta ancora e che dunque non è necessario correggere…).

Un dato interessante è che ogni volta che mando queste poesie via email o via Facebook nei vari box pubblicitari sparsi per internet appaiono inviti a trovare l’amore in Polonia (sembra una campagna mirata ai maschi italiani che sanno il polacco). Ciò significa che l’anima mundi cospira positivamente, il che è sempre utile.


Poezjo, Poezjo…
od myśli po myśl, od czasu do czasu
żyj i pozwól żyć innym, jak widzieliśmy
w naszym świecie słów nie stanie
i w tej ciszy unoszą się
lata, miesiące, tygodnie, dni
z chaosu

Życie, życie…
ciągle tęsknie za tymi godzinami
pełne ciszy, nieosiągalne róże
której nie odsłania mi ziemię
nasze tęsknoty mają być liczone
Ah, co za życie, najlepiej pić małymi
łykami

Myśli, myśli …
ale to jest sprawą wiadomą:
Jestem jak zniszczona świątynia
z braku widzenia, jak zwierzę,
myśl i dusza porwana w ekran
chociaż rozśpiewaną kwiecień
sarmacką tęsknotą

Gwiazdy, gwiazdy…
Świat jest pełen ukrytych gwiazd
i kieszenie pełne ściem i kłamstw
ale tutaj czekam twoją kształt
do trudnych spotkań w odmęt gwiazd
nawet odmęt przyzywa otchłań
to jest podjazd

Strachu, strachu…
"ale strach przed kim?"
nie mogę powiedzieć
bo jestem przygodnym facetem,
jak wariat, z rękami w kieszeniach
chodzić w kółko po domu: boi! To strach,
ale strach przed czym?

Człowieku, człowieku…
szukam najwyższych wartości
ducha, i przez myśl tutaj czekam
ciszę w słowach poetów, ponieważ
sztuka długa, krótkie Życie
samotna ludzka serce
ciągle naiwności

giovedì 4 giugno 2015

L’indagine impossibile (il figlio di Bolesław Piasecki)


Le ultime storie di cronaca nera italiana, soprattutto quando comportano colossali mappature di DNA per scovare un assassino, mi riportano sempre alla mente un fatto avvenuto negli anni ’50 in Polonia, nel quale mi sono imbattuto anni fa facendo ricerche su tutt’altro argomento. Si tratta dell’omicidio del figlio quindicenne del politico polacco Bolesław Piasecki (1915-1979), Bohdan, rapito e poi ucciso nel 1957 in circostanze ancora misteriose.

Piasecki fu una figura controversa della Polonia sovietica, un personaggio che prima della Seconda guerra mondiale fu falangista e apertamente antisemita, ma che una volta reclutato durante la prigionia dall’NKVD, divenne uno dei più ferventi sostenitori della “comunistizzazione” del cattolicesimo polacco. Nel 1945 fondò il movimento cattolico filo-governativo Pax, che propugnava l’idea di una Chiesa patriottica e aveva il compito di passare informazioni alla polizia segreta sui cattolici europei e sul Vaticano.
Per qualche tempo in Paxmilitò anche Tadeusz Mazowiecki, che poi lasciò in contrasto con la linea di Piasecki e in seguito divenne uno dei fondatori di Solidarność. Anche in Vaticano era noto il doppiogiochismo di Piasecki, tanto è vero che il suo libro Zagadnienia istotne (“Questioni rilevanti”) e la rivista del Pax “Dziś i Jutro” (“Oggi e Domani”) vennero messi all’Indice nel 1955.
L’antisemitismo di Piasecki riemerse quando egli si schierò nella fazione stalinista Natolińczycy (poi sconfitta) per attaccare il gruppo di intellettuali “miglioristi” Puławianie, che a suo parere era parte di un complotto giudaico contro il comunismo. Nel 1968 poi sostenne la campagna antisemita organizzata dalla fazione del generale Mieczysław Moczar che propugnava l’epurazione dal governo di elementi appartenenti all’“infiltrazione sionista”.
Il miscuglio ideologico di nazionalismo, cattolicesimo patriottico e stalinismo propugnato da Piasecki farebbe di lui il primo rappresentante del cosiddetto “rossobrunismo”.

Così ne parla Thomas Molnar in Vero e falso dialogo (Borla, Torino, 1968, pp. 156-158), inquadrandone il ruolo nel più ampio contesto del controllo di regime sulla Chiesa polacca:
«Coloro che non osano manifestare il proprio dissenso [per le persecuzioni dei regimi comunisti], sono chiamati a far parte di una Chiesa nazionale “patriottica”, sotto una gerarchia che gode la fiducia del partito comunista. Questa “gerarchia”, reclutata con l’intimidazione o la corruzione, esiste ed esercita i suoi poteri con il consenso dei suoi “padroni”. Così i membri della gerarchia sono non soltanto obbedienti esecutori della politica comunista all’interno della loro Chiesa da burla, ma sono anche spie del governo comunista, obbligati a denunciare chiunque in questa “Chiesa nazionale” volesse seguire una linea di condotta più indipendente. La delegazione dei vescovi ungheresi al Concilio era, per esempio, sotto la continua sorveglianza di alcuni preti, che facevano parte anch’essi della delegazione.
[…] La maggior parte di queste false Chiese oggi esistenti si trova in Polonia. A rigor di termini, non è una Chiesa, ma un movimento detto Pax, diretto da un noto informatore della polizia segreta, Bolesław Piasecki. Ex nazista, fu reclutato dopo la guerra dal generale sovietico della NKVD, Ivan Serov, che gli promise di sottrarlo alla pena capitale in cambio del suo aiuto per minare la Chiesa polacca, incrollabile ostacolo alla “comunistizzazione” del Paese. Il movimento della Pax ha avuto due funzioni: l’indebolimento della Chiesa polacca per mezzo della tecnica già descritta, e la sovversione dei cattolici francesi ai quali i polacchi sono sempre stati particolarmente legati da vincoli stretti di fiducia. Il piano globale era dimostrare agli intellettuali cattolici francesi, i più vicini al marxismo e i più influenti nella cristianità che il cristianesimo è compatibile con il comunismo e che il futuro della religione dipende, comunque, dal suo modo di comportarsi sotto i regimi comunisti. […] Zenon Kliszko, vicepresidente del parlamento polacco, inviato al concilio personalmente dal segretario del partito, Gomulka, dichiarò a Roma che l’obiettivo supremo del partito è sempre la sistematica repressione del clericalismo e una laicizzazione totale. […] Dopo che gli intellettuali della Chiesa erano stati impressionati a dovere da questo parlar chiaro, Gomulka inviò a Roma Piasecki, il quale dichiarò che la sola alternativa rimasta ai cattolici polacchi era l’arruolamento nel Pax o l’eliminazione totale».
Considerazioni storiche e politiche a parte, veniamo al povero Bohdan. Il ragazzo venne rapito il 22 gennaio 1957 all’uscita dal Liceo Sant’Agostino, una scuola che aveva forti legami col Pax. Il suo corpo venne ritrovato l’8 dicembre 1958. Il movente non è stato ancora chiarito (una vendetta contro il padre oppure un rapimento a scopo di estorsione, dato che Piasecki ai tempi era uno degli uomini più ricchi dell’intera Polonia), così come i responsabili: la Wikipedia polacca riporta addirittura le ipotesi della “pista  ebraica”, una punizione per il passato fascista di Piasecki o un complotto di alcuni ufficiali ebrei dell’Ufficio di Sicurezza.
Si tratta appunto di una delle indagini più lunghe e imponenti della storia: un’inchiesta durata 25 anni che ha coinvolto 160.000 persone tra interrogatori, intercettazioni e arresti. E il colpevole ancora manca, forse per sempre.

mercoledì 3 giugno 2015

Polonofobia

(Warszawa)
«Stamattina lei parlava di certe sensazioni che le dà la lingua polacca.
Sì, anche questo è un riflesso condizionato. Voglio dire, almeno per quanto mi riguarda, io sono un uomo che parla e che ascolta. Il linguaggio degli altri mi colpisce molto. E, tento, cerco di servirmi bene del mio linguaggio di italiano. Ora, il polacco era quella lingua incomprensibile che ci aveva accolti alla fine del viaggio. E non era il polacco delle persone civili che sentiamo qui, che sentiamo in questi alberghi, che sentiamo da questi nostri accompagnatori di viaggio. Era un polacco rozzo, era un polacco fatto di bestemmie, di imprecazioni che noi non capivamo. Era veramente una lingua infernale. Il tedesco lo era di più, naturalmente. Il tedesco era la lingua degli oppressori, dei carnefici. Ma, molti di noi, e io stesso, qualcosa di tedesco capivamo, non era la lingua sconosciuta, la lingua del nulla. Il polacco era la lingua del nulla. E mi ha fatto molto impressione proprio ieri sera, incontrare in ascensore, due ubriachi polacchi, che parlavano come allora, non come gli altri qui intorno, e parlavano bestemmiando. Parlavano in questa lingua che ci sembrava fatta solo di consonanti. È una lingua veramente infera.
Lei ormai, è alla fine del suo ritorno ad Auschwitz. Che cosa le viene in mente?
Mi vengono in mente molte cose. Una è questa: mi da un po’ fastidio il fatto che i polacchi, il governo polacco, si sia appropriato di Auschwitz, ne abbia fatto il luogo del martirio della nazione polacca. In effetti, lo è stato, lo è stato nei primi anni, nel ’41, ’42. Ma dopo, con la istituzione del Lager di Birkenau, in sostanza, con l’impianto delle camere a gas e del forni crematori, è diventato soprattutto lo strumento di distruzione del popolo ebreo. E questo non è che venga negato, abbiamo visto c’è anche il blocco, il Block museo degli ebrei, come c’è quello degli italiani, dei francesi, degli irlandesi, e così via. Ma questo fatto clamoroso che, proprio ad Auschwitz, la massima, l’enorme maggioranza di vittime, è stata di ebrei, solo in parte ebrei polacchi. Questo viene non proprio negato, ma per lo meno sorvolato»
(Primo Levi, intervista a “Sorgente di Vita”, Rai2, 26 aprile 1987)
*
Tego ranka czy pan mówił o pewnych doznań, które daje jego języka polskiego.
Tak, to jest odruchem warunkowym. To znaczy, jestem człowiekiem, który mówi i słucha. Językiem drugi uderza mnie. I próbuję, służy mi dobrze w moim języku włoskim. Polski był językiem niezrozumiałym, że nas podjął na końcu naszej podróży. To nie był polskim językiem ludzi wykształconych, że słuchamy tutaj do hotelu. To było niegrzeczne językiem, że nie rozumie, to było naprawdę językiem piekielna. Język niemiecki był najgorszy, oczywiście. Język niemiecki był językiem prześladowców i morderców, ale zrozumieliśmy coś z języka niemieckiego, to nie był nieznanym językiem, językiem nicości. Polski był językiem nicości. Ostatniej nocy w windzie poznałem dwóch pijanych Polaków, którzy mówili w języku kakofonicznym. Język polski naprawdę jest językiem piekielne.

Co pan myśli o jego podróży do Auschwitz?
Myślałem o wielu rzeczach. Na przykład, przeszkadza mi to, że polski rząd zabrał Auschwitz, i teraz Auschwitz jest przedstawiony jako miejsce męczeństwa narodu polskiego. Na początku, w 1941-42, to takie było. Ale po obozie Birkenau i komór gazowych, stało się narzędziem zagłady Żydów. To nie odmawia się: widzieliśmy muzea dla Żydów, Włochów, Francuzów, Irlandczyków i tak dalej. Ale w Auschwitz, większość ofiar stanowili Żydzi, które tylko częściowo były polskie. To nie jest negowany, ale co najmniej niedoceniany.”
(Primo Levi, włoski pisarz pochodzenia żydowskiego, wywiad dla włoskiej telewizji RAI z dnia 26 kwietnia)

martedì 2 giugno 2015

Poemat dla dorosłych (Poema per adulti)

Adam Ważyk
Poemat dla dorosłych 
[Poema per adulti]
(1955)




1.

Kiedy wskoczyłem przez pomyłkę do innego autobusu,
ludzie siedzieli jak zwykle, wracali z pracy.
Autobus pędził ulicą nieznaną,
ulico Świętokrzyska, nie jesteś już Świętokrzyską,
gdzie twoje antykwariaty, księgarnie i uczniacy?
Gdzie jesteście, umarli?
Pamięć po was ginie.

Wtedy autobus stanął
na rozkopanym placyku.
Stary grzbiet czteropiętrowej kamienicy
czekał na wyrok losu.

Wysiadłem na placyku
w robotniczej dzielnicy,
gdzie szare mury srebrzą się od wspomnień.
Ludzie śpieszyli się do domu.
Nie śmiałem ich zapytać, gdzie jestem.
Czy nie tutaj chodziłem w dzieciństwie do apteki?

Wróciłem do domu,
jak człowiek, który poszedł po lekarstwo
i wrócił po dwudziestu latach.

Żona spytała, gdzie byłeś.
Dzieci spytały, gdzie byłeś.
Milczałem spocony jak mysz.
1.

Quando, per errore, salii su un altro autobus
le persone erano sedute come al solito, di ritorno dal lavoro.
L’autobus correva lungo una strada sconosciuta,
O [strada] Santa Croce, non sei più Santa Croce
dove i tuoi negozi di antiquariato, le librerie, gli studenti?
dove siete voi, i morti?
Il vostro ricordo svanisce.

Poi l'autobus si fermò
su una piazza di scavi.
Il vecchio scheletro di una casa a quattro piani
anticipa il verdetto del fato.

Sono uscito dalla piazza
in un quartiere operaio,
dove le pareti grigie divennero argento, ricordo.
La gente si precipitò a casa.
Non osavo chiedere dove stessero andando.
Da bambino, non ero venuto in questa farmacia?

Sono tornato a casa,
come un uomo che era andato via per curarsi,
ed è tornato dopo vent'anni.

Mia moglie mi ha chiesto dove fossi stato.
I miei figli mi chiesero dove fossi stato.
Io rimasi in silenzio, sudato come un topo.  

2.

Place się wiją jak kobry,
domy się pysznią jak pawie,
dajcie mi stary kamyczek,
niech się odnajdę w Warszawie.

Stoję jak słupnik bezmyślny
na placu pod kandelabrem,
chwalę, podziwiam, przeklinam
na kobrę, na abrakadabrę.

Zapuszczam się jak bohater
pod patetyczne kolumny,
co mi tam kukły Galluxa
wymalowane do trumny!

Tu młodzi chodzą na lody!
Ach, wszyscy tu bardzo młodzi,
pamięcią sięgają ruin,
dziewczyna wkrótce urodzi.

Co wrosło w kamień, zostanie:
patos pod rękę z tandetą,
tu będziesz uczył się liter,
przyszły warszawski poeto.

Kochaj to zwykłą koleją,
inne kochałem kamienie,
szare i wzniosłe prawdziwie,
w których dzwoniło wspomnienie.
           
Place się wiją jak kobry,
domy się pysznią jak pawie,
dajcie mi stary kamyczek,
niech się odnajdę w Warszawie.
2.

Le piazze girano come cobra,
le case si ergono come pavoni,
dammi una pietra antica,
e sarò di nuovo a Varsavia.

In piedi un enorme pilastro,
sotto il candelabro,
Prego, adoro, e maledico
su un cobra, abracadabra.

Come un eroe mi avventuro
sotto le splendide colonne
ignorando i burattini di Gallux,
dipinti per la bara!

Qui i giovani vengono per il gelato!
Tutti loro sono giovani, ma
i loro ricordi vanno in rovina;
le ragazze avranno presto bambini.

L’essenza della pietra resiste:
dolore e spazzatura insieme,
qui imparerete l’alfabeto,
futuri poeti di Varsavia.

L'amore scorre sulle rotaie,
ho amato altre pietre,
grigie e straordinarie,
un ronzio della memoria.

Le piazze girano come cobra,
le case si ergono come pavoni,
dammi una pietra antica,
e sarò di nuovo a Varsavia.

3.

“Dziś nasze niebo nie jest puste”
Z przemówienia politycznego

Był świt, słyszałem świst odrzutowców,
kosztowny bardzo, a jednak musimy…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
wtedy mówimy: niebo nie jest puste.

Ludzie tu chodzą byle jak, w drelichach,
szybko się u nas kobiety starzeją…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
wtedy mówimy: niebo nie jest puste.

Za oceanem w obłokach się kłębi
apokalipsa, tu przechodzień klęka…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
klęczący mówi: niebo nie jest puste.

Tu legion chłopców wypuszcza gołębie,
dziewczyna wiąże błękitną chustę…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
wtedy mówimy: niebo nie jest puste.

3.

 “Oggi il nostro cielo non è vuoto".
(da un discorso politico)

Era l’alba, ho sentito il suono di un jet,
molto costoso, è vero, ma ancora dobbiamo...
Se non vogliamo parlare della terra,
allora diciamo che il cielo non è vuoto.


La gente va in giro in tuta,
le donne invecchiano molto presto...
Se non vogliamo parlare della terra,
allora diciamo che il cielo non è vuoto.


Al di là dell'oceano, sotto un'apocalisse di nuvole,
un passante si inginocchia...
Se non vogliamo parlare della terra,
allora diciamo che il cielo non è vuoto.


Legioni di ragazzi inseguono le colombe,
una ragazza indossa un foulard blu...
Se non vogliamo parlare della terra,
allora diciamo che il cielo non è vuoto.

4.

Ze wsi, z miasteczek wagonami jadą
zbudować hutę, wyczarować miasto,
wykopać z ziemi nowe Eldorado,
armią pionierską, zbieraną hałastrą
tłoczą się w szopach, barakach, hotelach,
człapią i gwiżdżą w błotnistych ulicach:
wielka migracja, skudlona ambicja,
na szyi sznurek – krzyżyk z Częstochowy,
trzy piętra wyzwisk, jasieczek puchowy,
maciora wódki i ambit na dziewki,
dusza nieufna, spod miedzy wyrwana,
wpół rozbudzona i wpół obłąkana,
milcząca w słowach, śpiewająca śpiewki,
wypchnięta nagle z mroków średniowiecza
masa wędrowna, Polska nieczłowiecza
wyjąca z nudy w grudniowe wieczory…
W koszach od śmieci na zwieszonym sznurze
chłopcy latają kotami po murze,
żeńskie hotele, te świeckie klasztory,
trzeszczą od tarła, a potem grafinie
miotu pozbędą się – Wisła tu płynie.

Wielka migracja przemysł budująca,
nie znana Polsce, ale znana dziejom,
karmiona pustką wielkich słów, żyjąca
dziko, z dnia na dzień i wbrew kaznodziejom –
w węglowym czadzie, w powolnej męczarni,
z niej się wytapia robotnicza klasa.
Dużo odpadków. A na razie kasza.


4.

Da villaggi e piccole città vengono i carri
per costruire una acciaieria e sognare una città,
scavare dalla terra un nuovo Eldorado.
Con un esercito di pionieri, la folla viene riunita,
rinchiusa in granai, caserme, e ostelli,
vaga fischiando per le strade fangose
la grande migrazione, l’ambizione perversa,
con una corda sul collo – la croce di Czestochowa,
tre piani di bestemmie, un cuscino di piume,
un gallone di vodka, e la voglia di donne.
Anima diffidente, strappata dal villaggio,
mezza sveglia e mezza matta,
canti canzoni silenziose
l’enorme folla, spinta all’improvviso
fuori dalle tenebre medievali: la Polonia disumana,
ululando con la noia nelle sere di dicembre...
Tra la spazzatura e le corde appese,
i ragazzi volano come i gatti sui muri di notte,
ostelli per ragazze, questi conventi secolari,
nei quali scoppia la fregola - E poi le “contessine”
si sbarazzano della cucciolata – dove scorre la Vistola.

La grande migrazione dell'industria edilizia,
sconosciuta alla Polonia, ma passata alla storia,
alimentata con grandi parole vuote, vivendo
selvaggiamente da un giorno all'altro, nonostante i predicatori –
tra  i fumi delle miniere, in una lenta agonia.
Si fonde la classe operaia.
Molti gli scarti. E, per il momento, solo grane.

5.

I tak się zdarza: brunatną kolumną
dym się wydziera z podpalonej sztolni,
chodnik odcięty, o podziemnej męce
nikt nie opowie, czarny chodnik trumną,
sabotażysta ma krew, kości, ręce,
sto rodzin płacze, płacze dwieście rodzin,
piszą w gazetach lub wcale nie piszą
i tylko dymy tam stargane wiszą.
5.

Succede anche questo: una nube marrone di fumo
si erge dalla miniera incendiata,
il condotto è isolato, la sofferenza sotterranea
non sarà mai raccontata, il condotto buio è ormai una bara,
il sabotatore ha il sangue e le ossa e le mani,
un centinaio di famiglie piangono, duecento famiglie,
scrivono ai giornali o non scrivono,
e solo il fumo rimane.

6.

Na stacji kolejowej
panna Jadzia w bufecie
taka ładna, kiedy poziewa,
taka ładna, kiedy nalewa…
UWAGA! WRÓG PODSUWA CI WÓDKĘ!
Tu na pewno będziesz otruty,
panna Jadzia ściągnie ci buty,
taka ładna, kiedy poziewa,
taka ładna, kiedy nalewa…
UWAGA! WRÓG PODSUWA CI WÓDKĘ!
Nie jedź, chłopcze, do Nowej Huty,
bo po drodze będziesz otruty,
niech ustrzeże cię plakat wężowy
i w żołądku dorsz narodowy:
UWAGA! WRÓG PODSUWA CI WÓDKĘ!


6.

In una stazione ferroviaria
La signorina Jadzia al bancone,
così bella quando sbadiglia,
così bella quando versa...
ATTENZIONE! IL NEMICO VI OFFRE LA VODKA!
Sarete avvelenati di sicuro,
La signorina Jadzia vi toglierà gli stivali ,
così bella quando sbadiglia,
così bella quando versa...
ATTENZIONE! IL NEMICO VI OFFRE LA VODKA!
Non andare, ragazzo mio, a Nowa Huta
o sarete avvelenato lungo la strada,
diffidate del manifesto bugiardo
e del pesce nazionale nello stomaco...
ATTENZIONE! IL NEMICO VI OFFRE LA VODKA!
7.

Nie uwierzę, mój drogi, że lew jest jagnięciem,
Nie uwierzę, mój drogi, że jagnię jest lwem!
Nie uwierzę, mój drogi, w magiczne zaklęcie,
nie uwierzę w rozumy trzymane pod szkłem,
ale wierzę, że stół ma tylko cztery nogi,
ale wierzę, że piąta noga to chimera,
a kiedy się chimery zlatują, mój drogi,
wtedy człowiek powoli na serce umiera.

7.

Non credo, amico mio, che i leoni siano agnelli,
non credo, amico mio , che gli agnelli siano leoni,
non credo, amico mio, nelle formule magiche
non credo nelle cause tenute sottovetro,
ma credo che il tavolo ha quattro gambe
e che la quinta gamba è una chimera,
e quando le chimere si incontrano, amico mio,
il cuore di un uomo lentamente muore.
8.

To prawda,
kiedy miedziaki nudziarstwa
zagłuszają wielki cel wychowawczy,
kiedy sępy abstrakcji wyjadają nam mózgi,
kiedy zamyka się uczniów w podręcznikach bez okien,
kiedy redukuje się język do trzydziestu zaklęć,
kiedy gaśnie lampa wyobraźni,
kiedy dobrzy ludzie z księżyca
odmawiają nam prawa do gustu,
to prawda,
wtedy nam grozi tępota.
8.

È vero,
quando le trombe della noia
disturbano il grande scopo educativo,
quando gli avvoltoi dell’astrazione divorano il nostro cervello,
quando gli studenti sono chiusi in manuali senza finestre,
quando il nostro linguaggio è ridotto a trenta formule magiche,
quando la luce della fantasia si spegne,
quando la brava gente dalla luna
ci negano il diritto di appello,
è vero,
allora rischiamo di diventare e ottusi.

9.

Wyłowiono z Wisły topielca.
Znaleziono kartkę w kieszeni.
„Mój rękaw jest słuszny,
mój guzik niesłuszny,
mój kołnierz niesłuszny,
ale patka słuszna.”
Pochowano go pod wierzbą.

9.

Hanno ritrovato l’annegato nella Vistola .
C'era un biglietto nella sua tasca:
“La mia manica è giusta,
il bottone è sbagliato,
il colletto è sbagliato,
ma la cinghia è giusta”.
Lo seppellirono sotto un salice.
10.

Na świeżo tynkowanej ulicy nowych bloków
pyłek wapienny krąży, po niebie pędzi obłok.
Walce toczone po jezdni dogniatają nawierzchni,
przeflancowane kasztany zielenią się, szumią o zmierzchu.
Pod kasztanami dzieci większe i mniejsze biegną,
z półrozebranych rusztowań ciągną do kuchni drewno.

Na schodach huczy od imion żeńskich, zdrobniałych, śpiewnych,
piętnastoletnie kurewki schodzą po deskach do piwnic,
uśmiech mają jak z wapna, mają wapienny zapach,
w sąsiedztwie radio po ciemku zagrywa do tańca w zaświatach,
nadchodzi noc, chuligani bawią się w chuliganów.
Jak trudno usnąć w dzieciństwie pośród szumiących kasztanów

Odpłyńcie w mrok, dysonanse! Chciałem się cieszyć nowością,
chciałem wam mówić o młodej ulicy, ale nie o tej!
Czy zabrakło mi daru widzenia, czy daru wygodnej ślepoty?
Została mi krótka notatka, wiersze nowej zgryzoty.


10.

In una strada nuovi edifici appena intonacati,
cerchi di polvere e calce, una nuvola passa velocemente in cielo.
I rulli compressori passano sulla terra,
castagni trapiantati frusciano nel crepuscolo.
Adulti e bambini corrono sotto i castagni,
prendono legna dai ponteggi diroccati.



La scala è punteggiata di nomi melodiosi di femmine,
puttane quindicenni passeggiano lungo le assi del seminterrato,
i loro sorrisi sembrano fatti di calce, hanno l’odore della calce,
la radio risuona oscuramente per il quartiere come una danza dall'altro mondo,
giunge la notte, i teppisti fanno i teppisti.
Come è difficile dormire da bambini tra i fruscii dei castagni



Scompaiono nel tenebre, dissonanze! Volevo godermi le novità,
Volevo parlarvi di un giovane di strada, ma non questo!
Avevo il dono della chiaroveggenza, o della cecità comoda?
Mi resta solo un breve appunto, poesie di un nuovo dolore.
11.

Spekulanci zaciągnęli do cichego piekła
w ustronnej willi za miastem – uciekła.
Zabłąkała się w nocy pijana,
na betonie przeleżała do rana.

Wyrzucono ją ze szkoły artystycznej
za brak moralności socjalistycznej.

Truła się raz – odratowano.
Truła się drugi raz – pochowano.

Wszystko tu stare. Stare są hycle
od moralności socjalistycznej.

11.

Gli speculatori la portarono in un inferno silenzioso
in una villa isolata – lei scappò.
Vagava ubriaca per tutta la notte,
dormendo sull'asfalto fino all’alba.

La espulsero dalla scuola d’arte
per mancanza di morale socialista.

Si avvelenò una volta – la salvarono.
Si avvelenò una seconda volta – la seppellirono.

Tutto questo è vecchio. Vecchio è il Cerbero
della morale socialista.

12.

Marzyciel Fourier uroczo zapowiadał,
że w morzach będzie pływać lemoniada.
A czyż nie płynie?

Piją wodę morską,
wołają –
lemoniada!
Wracają do domu cichaczem
rzygać!
rzygać!

12.

Fourier, il sognatore, sognò con entusiasmo
che i mari si trasformeranno in limonata.
Non li vedi scorrere?

Bevono acqua di mare,
gridando:
“limonata!”
Tornano a casa di nascosto
a vomitare!
vomitare!

13.

Przybiegli, wołali:
komunista nie umiera.
Nie zdarzyło się jeszcze, aby człowiek nie umarł.
Tylko pamięć zostaje.
Im więcej wart człowiek,
tym większy po nim ból.

Przybiegli, wołali:
w socjalizmie
skaleczony palec nie boli.

Skaleczyli sobie palec.
Poczuli.
Zwątpili.

13.
        
Vennero e dissero:
“Un comunista non muore”
Non è ancora successo, che un uomo non sia morto.
Solo il ricordo di lui rimane.
più valido è l’uomo,
più grande è il dolore.

Essi vennero e dissero:
“Sotto il socialismo
un dito rotto non può fare male”

Rotte le dita.
Sentito il dolore.
Dubitato.

14.

Pomstowali na rutyniarzy.
Pouczali rutyniarzy.
Oświecali rutyniarzy.
Zawstydzali rutyniarzy.
Przywoływali na pomoc literaturę,
pięcioletnią smarkulę,
którą trzeba wychowywać,
która powinna wychowywać.
– Czy rutyniarz jest wrogiem?
Rutyniarz nie jest wrogiem,
rutyniarza trzeba pouczać,
rutyniarza trzeba oświecać,
rutyniarza trzeba zawstydzać,
rutyniarza trzeba przekonać.
Trzeba wychowywać.

Zmienili ludzi w mamki.

Słyszałem mądry referat:
„Bez odpowiednio rozłożonych
bodźców ekonomicznych
nie osiągniemy postępu technicznego.”
Oto słowa marksisty.
Oto znajomość praw rzeczywistych,
koniec utopii.

Nie będzie powieści o rutyniarzach,
ale będą powieści o kłopotach wynalazcy,
o niepokojach, które wszystkich wzruszają.

Oto goły wiersz,
zanim obrośnie
w troski, kolory, zapachy tej ziemi.

14.

Una maledizione sugli esperti [rutyniarzy]
Esperti istruiti.
Esperti illuminati.
Esperti umiliati.
Hanno istruito, illuminato
e svergognato gli esperti.
Hanno cercato l’aiuto della letteratura,
quel giovincello di cinque anni
che dovrebbe essere educato
e che dovrebbe educare.
È l’esperto il nemico?
Un esperto non è un nemico,
un esperto deve essere istruito,
deve essere illuminato,
deve essere umiliato,
deve essere convinto.
Dobbiamo educare.

Hanno trasformato le persone in balie.

Ho sentito un saggio insegnamento:
“Senza incentivi economici adeguatamente distribuiti ,
noi non faremo alcun progresso tecnico”
Queste sono le parole di un marxista .
Questa è la conoscenza delle leggi reali, fine dell'utopia.

Non ci saranno romanzi sugli esperti
 ma ci saranno romanzi sulle fatiche degli inventori,
 sulle angosce che vivono in tutti noi.

Questa è la mia poesia nuda
prima che maturi
nelle difficoltà, nei colori e negli odori della terra.

15.

Są ludzie spracowani,
są ludzie z Nowej Huty,
którzy nigdy nie byli w teatrze,
są polskie jabłka niedostępne dla dzieci,
są dzieci wzgardzone przez występnych lekarzy,
są chłopcy zmuszani do kłamstwa,
są dziewczyny zmuszane do kłamstwa,
są stare żony wyrzucane z mieszkań przez mężów,
są przemęczeni, konający na zawał serca,
są ludzie oczerniani, opluci,
są odzierani na ulicach
przez zwykłych opryszków, dla których się szuka definicji prawnej,

są ludzie czekający na papierek,
są czekający na sprawiedliwość,
są ludzie, którzy długo czekają.

Upominamy się na ziemi
o ludzi spracowanych,
o klucze do drzwi pasujące,
o izby z oknami,
o ściany bez grzybów,
o nienawiść do papierków,
o drogi święty czas ludzki,
o bezpieczny powrót do domu,
o proste odróżnianie słowa od czynu.

Upominamy się na ziemi,
o którą nie graliśmy w kości,
o którą milion padł w bitwach,
o jasne prawdy, o zboże wolności,
o rozum płomienny,
o rozum płomienny,
upominamy się codziennie,
upominamy się Partią.

15.
 
Ci sono persone esauste,
ci sono persone di Nowa Huta
che non sono mai state in un teatro,
ci sono mele polacche negate ai bambini polacchi,
ci sono bambini maltrattati da medici criminali,
ci sono ragazzi costretti a mentire,
ci sono ragazze costrette a mentire,
ci sono vecchie mogli cacciate di casa dai mariti,
ci sono persone esauste, sofferenti di cuore,
ci sono persone che sono imbruttite e insultano,
ci sono persone derubate nelle strade
da teppisti per il quale si cercano definizioni giuridiche,

ci sono persone in attesa di documenti,
ci sono persone in attesa di giustizia ,
ci sono persone in attesa da molto tempo.

Su questa terra
di persone esauste,
di chiavi che si adattano alla porta,
di camere con finestre,
senza pareti ammuffite
di ripugnanza per le scartoffie,
per la santità del tempo umano,
per un ritorno sicuro a casa,
per la semplice distinzione tra parole e fatti.

Su questa terra
che non ci siamo giocata a dadi
e per la quale milioni di persone sono morte in battaglia,
ci appelliamo alla verità luminosa, al grano della libertà,
per una causa ardente,
per una causa ardente,
ci appelliamo ogni giorno
ci appelliamo al Partito.